„Żeby pozbyć się z ciała napięć, warto pracować nie tylko z ruchem, ale także z dźwiękiem. Głos ma wielką moc” – przekonuje terapeutka i autorka książki „Kiedy twoja wrażliwość staje się zaletą”, Ewa Klepacka-Gryz.

Nasze ciała składają się w 70 proc. z wody. A woda jest najlepszym przewodnikiem fal. Dzięki temu wibracje, które z siebie wydajemy rozchodzą się po ciele w błyskawicznym tempie. Zatem jeśli mruczymy, nucimy lub śpiewamy wprowadzamy do wnętrza określoną energię. To może być  świetny sposób na poradzenie sobie z lękiem i niepokojem w czasie trwającej pandemii.

„Ciało jest naszym pudłem rezonansowym: otwarte ciało równa się czysty dźwięk i odwrotnie: poprzez głos można oczyścić ciało. Dźwięk to wibracja, czyli rodzaj ruchu. Kiedy się ruszasz, wprowadzasz ciało w pewną wibrację” – przekonuje autorka w swoim poradniku.

Wibracje z dźwięku mogą uwalniać napięcia w ciele i prowadzić do głębokiego odprężenia. Mogą także energetyzować i dodawać zapału. Zdaniem wielu badaczy sound healing,  medycyna wibracyjna, to medycyna przyszłości.

„Oddech jest początkiem dźwięku. Nasze ciała uwielbiają wibrować. Kiedy czujesz się niespokojny, obejmij się ramionami i pobujaj zgodnie ze swoim rytmem i wewnętrznym ruchem. Bujanie jest doskonałym sposobem samouspokajania” – proponuje Ewa Klepacka-Gryz.

Twórcy metody uzdrawiania poprzez głos mówią, że przecież każdy z nas zaczyna od krzyku. Jest to pierwotny i całkowicie naturalny odruch przejawiania się życia. Dzieci doskonale wiedzą, jak wiele można zdziałać głosem. Krzyczą podczas zabawy, głośno się śmieją i nawołują się w piaskownicy. Niestety jako społeczeństwo „grzecznych ludzi” uciszamy ten potencjał i wymagamy od dzieci spokoju i pokory. To prosta droga do zaniku zdolności spontanicznego operowania głosem. A przecież głos jest cudownym sposobem wyrażania emocji, uczuć, tego wszystkiego, co się w nas dzieje.

„Głos, podobnie jak oddech, jest doskonałym miernikiem tego, co się w tobie dzieje. Niski, spokojny, osadzony głos ukorzenia, uspokaja. Kiedy jesteś zdenerwowany, głos się podwyższa” – pisze autorka książki.

Nasze ciało jest w nieustannym ruchu. Nie wierzysz? Przeprowadź mały eksperyment. Zatkaj sobie uszy palcami, skieruj zmysły do wewnątrz i posłuchaj, ile tam się dzieje. Kiedy nic nie mówisz, to więcej słyszysz i pojawia się przestrzeń, żeby zdecydować, czy chcesz coś powiedzieć.

Wykonaj ćwiczenie

Sprawdź, gdzie jest dzisiaj twoje ciało, gdzie jest dzisiaj twój głos. I bądź z tym, co jest. Przypomnij sobie sytuacje, kiedy straciłeś głos, na przykład podczas choroby. Jak wówczas odbierałeś świat, jak się komunikowałeś? To ważne, żeby zamiast wpadać w panikę, kiedy nasze ciało „odbiega od normy”, nie starać się natychmiast go uzdrawiać, naprawiać – ale pójść za tym, co się wydarza, szanując ograniczenia, także stracony głos, kaszel czy katar, i funkcjonować inaczej, w zgodzie z aktualnym stanem samopoczuciem ciała. Wiele rzeczy chcesz zagłuszyć mówieniem albo działaniem. Wydaje ci się, że jeśli się sporo dzieje, to super. Kult zajętości, bezustannego ruchu, ale nie naturalnego, wypływającego z ciała, lecz tego „nerwicowego”, z obawy, że nie zdążysz, z lęku, że kiedy się zatrzymasz, wydarzy się coś strasznego. A tymczasem wystarczy być i już się dużo dzieje, jest dużo dźwięków, ruchów wewnętrznych, jest obecność.

Ćwiczenie pochodzi z książki Ewy Klepackiej-Gryz, „Kiedy twoja wrażliwość staje się zaletą”, wyd. Zwierciadło

Opracowanie: Kamila Gulbicka
Źródło: zwierciadlo.pl

Pin It on Pinterest