Somatic Experiencing to nowatorska metoda pracy z ciałem wymyślona przez dr Petera A. Levina. Polega na uwalnianiu się od traumy – nawet po latach. Terapia głównie zajmuje się przeżyciami, na które składają się trzy czynniki: za dużo, za szybko i nagle.  

Za dużo na raz

Układ nerwowy człowieka nie zawsze jest w stanie zintegrować trudne doświadcza na poziomie emocjonalnym. Organizm, żeby mógł przetrwać, często je wypiera lub wchodzi w fazę ucieczki, żeby chronić się przed odczuwaniem zbyt wielkiej ilości cierpienia. W ten sposób stres i trauma kumulują się w mięśniach powodując chroniczny ból i napięcie.

Dr Peter A. Levine, stworzył metodę Somatic Experiencing dzięki obserwacji zwierząt. Psycholog zdał sobie sprawę, że po doświadczeniu sytuacji zagrożenia zaczynają drżeć. W ten sposób wyładowują napięcie mięśniowe, które nastąpiło wskutek silnego stresu, a ich układ nerwowy sam się reguluje. W taki sposób intuicyjnie pozbywają się traumy. Ludzie natomiast często jeszcze wiele miesięcy i lat po zdarzeniu rozpamiętują i analizują, przez co trauma nigdy nie opuszcza ich ciała. W konsekwencji cierpią psychicznie i fizycznie, doprowadzając się często do chorób przewlekłych.

Długoterminowe rezultaty

O tym, że metoda jest skuteczna przekonali się żołnierze. Dzięki SE uwalniali się od nerwowych tików, które pojawiły się na skutek trudnego doświadczenia np. huku bomb czy nagłego wystrzału. Co ważne, rezultaty wyjścia z traumy były dla nich długoterminowe i zostały z nimi na całe życie.

– Wiele osób myśli, że skoro bez problemu może opowiadać o trudnym wydarzeniu to znaczy, że się go pozbyliśmy. Nic bardziej mylnego. Dowodzi tego nasze ciało, które ją przechowuje. Mogą to być ramiona, brzuch, kark, stopy czy dłonie. Są osoby, które budzą się z poranionymi rękami od zaciskania pięści – opowiedziała w jednym z wywiadów terapeutka Somatic Experiencing, Dorota Hołówka.

Dodała też, że to, w jakim miejscu skumuluje się stres zależy od rodzaju przeżycia. W przypadku kobiet, które były wykorzystywane seksualnie, często jest to brzuch lub mięśnie miednicy.

– Jeżeli źródłem traumy jest doświadczenie związane z seksualnością może to być miednica. Tam zamraża się historia. Jesteśmy wolni od traumy, kiedy bez problemu możemy o niej opowiedzieć i jednocześnie odczuwać swoje ciało, jednak z moich obserwacji wynika, że zazwyczaj tracimy zainteresowanie tą historią.

Ciało ma pierwszeństwo

Peter A. Levine uczy terapeutów, by zauważali moment, w którym klient, mówiąc o uczuciach związanych z traumatycznym doświadczeniem za bardzo zbliża się do samego przeżycia. Wtedy należy sięgnąć do zasobów klienta, który będzie mógł wrócić pamięcią i ciałem do tych chwil sprzed zagrożenia i sam zacznie regulować swoje reakcje w ciele.

– Terapeuta czeka, nie pospiesza. Ważny tu jest szacunek i zaufanie do klienta. Wiara w jego wewnętrzną mądrość. Jako terapeutka nie mogę oceniać, podpowiadać, bo wiem lepiej. W końcu osoba zaczyna mówić, że odczuwa lekkie napięcie, że ma spłycony oddech i uczy się rozluźniać. Zauważa, że jeśli w tym momencie skupia się na oddechu, oddech się wydłuża, wtedy zaczyna ufać ciału. Często w przypadku traumy nasze ciało jest dla nas piekłem – wyjaśniła Dorota Hołówka.

Chodzi zatem o to, by klient puścił napięcie, stres, smutek i rozpacz, które skumulowały się w ciele. Być może podczas traumatycznego doświadczenia były one zbyt silne i niebezpieczne, by je poczuć. Terapia polega na stworzeniu bezpiecznej przestrzeni, w której klient będzie mógł uwolnić z siebie to, co do tej pory wydawało się zbyt trudne.

– Ze strachu, że się rozpadniemy nie dopuszczamy do siebie tego przerażenia. Trzymamy je w ciele i blokujemy. Na prośbę: spróbuj to poczuć, często słyszę komunikat od klienta: nie mogę tego poczuć, bo się rozpadnę. Ciało wysyła sygnał: nie przeżyjesz tego. Wtedy cofamy się i łapiemy moment, kiedy jeszcze nie doświadczał tego smutku, ale już był blisko. I tak zaczyna się nauka jak wchodzić w stan równowagi, korzystając z własnych zasobów – opowiedziała terapeutka.

Somatic Experiencing wciąż jest uważana w Polsce za metodę niekonwencjonalną i nie przysługują na nią środki publiczne czy dofinansowanie. Zupełnie inaczej jest w krajach skandynawskich czy Izraelu, gdzie dofinansowuje się szkolenia dla terapeutów i lekarzy w zakresie SE, a na oddziałach wspiera się tym narzędziem pacjentów przed i po operacjach.

 

Opracowanie: Kamila Gulbicka
Źródło: nowapsychologia.com

 

 

 

 

Pin It on Pinterest